Dear Reader...

I guess you have found my journal. What I write here is a set of my random thoughts and discoveries I write down for my acqaintances. If you want to know something more about me personally, I suggest visiting my castle. But be wary... don't get lost in the surrounding woods.
Still, if you decide to stay, there are some things you need to remember. First of all, this diary is written for all of my friends, both international and Polish. So the common parts will be written in English, while some entries will be written only in Polish. Second of all, you read these thoughts at your own risk. If something offends you, then... well... too bad :P

Szanowny Czytelniku, jeżeliś niezaznajomion ze szlachetną mową Albionu, to wyjaśniam, iż oto trafiłeś właśnie na mój sieciowy pamiętnik. Część z poniższych myśli jest spisywana również w naszym ojczystym języku słowiańskim, jeśli tyczy się tylko (lub głównie) mojej działalności lokalnej. Niestety ze względów czasowych nie jestem w stanie prowadzić tego dziennika kompletnie dwujęzycznie, a więc podziały tekstów na języki będą ustalane na drodze zgniłego kompromisu. Niezadowolonych odsyłam do podręczników, a chętnych zapraszam do czytania.

Entry dated Saturday, November 6, 2004, 01:25 p.m. : Samotność
Przyjaciółka, która towarzyszy mi od wieków. Ludzi, którzy umieją zrozumieć chociażby fragment "umysłu szaleńca" możnaby policzyć na palcach jednej ręki. Tak widocznie ma być, pogodzenie jest lekcją, której uczę się od nowa każdego dnia... dnia takiego jak dziś. Chmury, deszcz i wicher są domem Kruczoskrzydłej, a Czarne Róże rosną tylko w Tajemniczym Ogrodzie, za labiryntem cierni. Ale muzyka gra... Danse Macabre, taniec cieni podrywa ciemność do tańca, podrywając moją duszę do zmian i do wciąż dalszych poszukiwań.

Kiedyś w jakimś głupim sieciowym teście było kilka słów do wyboru, które najbardziej cię pociąga. Reszty nie pamiętam, były typowe, pamiętam tylko to, co wybrałam. Abyss, Otchłań. Co kryje się w ciemnościach? Dlaczego ludzie nie chcą wiedzieć? Nigdzie zmysły tak mocno nie szukają każdego, najmniejszego chociaż bodźca, jak nie w ciemnościach. Nigdzie nawet najcichszy dźwięk nie jest tak wyraźny jak nie w kompletnej ciszy. Chcę widzieć ostrzej, czuć więcej, słyszeć wyraźniej. Skoczę w tym celu w każdą otchłań, przejdę przez każdy Las Cieni, zanurkuję w każdą chmurę. Nawet jeśli nikt nie pójdzie ze mną, nawet jeśli będę przerabiać tę lekcję na nowo każdego dnia. A może jednak..? Kiedyś?

Czy ktoś skoczy ze mną w otchłań?

Entry dated Thursday, November 4, 2004, 10:10 p.m. : Bez powrotu
Przekroczyłam rzekę, runęły mosty, nie da się cofnąć pewnych zmian, które zaszły... Czarne skrzydła lśnią owiewane mokrym wiatrem, rozpostarte do lotu i ciężkie od wilgoci. Nie ma nic bardziej oczyszczającego niż deszcz łez tańczący z wichurą natchnienia. Nie ma powrotu, nie ma wytchnienia, nie ma zapomnienia. Kroczę przez mgłę oddzielającą światy, nie należąca już do jednego ani jeszcze do drugiego. Wilgotne powietrze wypełnia moje płuca, przenikając lodowatym dotykiem całe ciało. Ból Zejścia szarpie struny świadomości lecz jednocześnie daje pewność, że droga jest właściwa. Lodowa korona już się formuje na kruczych włosach, pokrywając je powoli srebrnym szronem - jeszcze słabo dostrzegalna, ale jej mroźne echo wypełnia już poranne mgły milionami błyszczących kryształków. Nie ma powrotu. Nigdy nie było.

Entry dated Sunday, October 31, 2004, 09:46 p.m. : The wheel is turning...
As the autumn came, so many important things in my life came to an end. The year is slowly ending, so is the time of my studying. I have my Master Degree now, I am free... free to go on. What awaits me now? Becoming a PhD? Fulfilling as an artist? I do not know. I have so many plans, so many wishes, so many fears. The change, this is what life is about. The wheel is turning, the wheel of year and the wheel of my life.

............

Samhain, dzień, w którym następuje zmierzch roku. Czas, w którym Ciemna Pani zaczyna zasnuwać nocą świat, aby przygotować go pod śmiertelny wyścig ku jej chwale. Łowca i Ofiara - on jest tym wszystkim właśnie dla niej - a ona, Pani Nocy i Zimy, otrzyma jego wściekłość i jego ból w miłosnym darze. Zasypia kalkulacja, budzi się instynkt, nadchodzi czas oczyszczenia. Misterium dokonuje się, Koło znów się obraca.

Entry dated Tuesday, October 12, 2004, 09:41 a.m. : Niech żyje bal
Na początku było Dziecko. Było ono zamknięte w sobie, inteligentne, wyniosłe. Żyło na progu świata do którego jeszcze nie należało ale już poza tym, do którego miało należeć. Stworzyło więc dla siebie swój własny, mityczny świat, do którego niewielu miało dostęp... i tak oto zaczęła się magia. Świat jednak magii nie lubi. Magia jest dziwna, a szczególnie ta bliska magia, magia codzienności, dotykająca swym mglistym podmuchem. Nadszedł więc czas na największy czar - iluzji. Niczym na balu w Wenecji, pojawiły się maski, najrozmaitsze, uśmiechnięte, smutne, zadumane... były piękne, naprawdę piękne. Czar się udał, bal się rozpoczął. Ale trwał długo i w końcu nogi zaczęły się męczyć, a muzyka wciąż grała, gdy partnerzy w atłasowych rękawiczkach podziwiali spod swoich masek z pawimi piórami piękność, która mami wachlarzami z piór i koronkowymi woalami. Dziecko rzuciło rzeczywiście potężny czar... zaklęło siebie w Królową. I tylko w chwilach, kiedy muzyka przestawała grać, Królowa znajdowała chwilę, aby popatrzyć w gwiazdy znad balustrady balkonu, i zamieniała się w Księżniczkę...

Księżniczka była wolnym ptakiem, strojna w taką suknię, jaką chciała, nieskrępowana maskami i woalkami. Ale mało kto był w stanie zatańczyć z Księżniczką. Nie trzymała się kroków tańców dworskich, a muzyka, która przy niej grała, niosła niepokój szumu drzew i melancholię zimowego wiatru. Potrafiła też być dystyngowana i opanowana jak Królowa, jeśli akurat zechciała, ale któż mógł powiedzieć, jak zagra jej wiatr?

I tak czas mijał, a czar trwał, aż stał się rzeczywistością. Żadna północ nie mogła uwolnić Królowej... W końcu była Królową, a nie gościem na balu. Zegary biły dla innych gości, a ona tańczyła... I tylko gdy muzyka cichła Księżniczka rozmasowywała tylko zmęczone stopy i snuła magię do drzew i Księżyca. Komponowała swoją własną melodię i swój własny bal, w którym goście zatańczyliby z nią coś innego niż walca czy tango. Największa magia, w której Księżniczka stanie się Królową, a Królowa Księżniczką.

Aż pewnego dnia czar się dokonał. Na posadzce zostało tylko szkło i porcelana. Pośród opustoszałej sali i otwartych okien szaleje wiatr... Niech żyje bal!

Entry dated Monday, October 11, 2004, 01:05 a.m. : Bose stopy na szkle
Krąg się toczy powoli, upadają mity, maski, słychać trzask porcelany i dźwięczny brzęk szkła... i ciche kapnięcie... i drugie, i trzecie. Karminowe krople na szkle ogłaszają światu cenę nowej drogi. Bo rozbity mit jest jak stłuczona szyba - daje wolność z jednej strony, ale trzeba przejść do niej po walających się wszędzie okruchach. Historia szczerości to historia krwią pisana. Czy warto? Warto. Bo zza rozbitej szyby i stłuczonej maski wieje Północny Wiatr. Wiatr, który niesie odpowiedzi.

Entry dated Friday, October 8, 2004, 10:21 p.m. : Dlaczego
Dlaczego? Aby czuć... bo czucie to życie. Ale nie tylko... To wyłącznie podstawa. Zmiana i odczucie jest podstawą każdej akcji. Jej drugim końcem jest rezultat. Tutaj stawia się drugie dlaczego... a konkretnie po co. Po pierwsze, bo tak należy. Bo taka jest kolej rzeczy, że pewne rzeczy następują po sobie i muszą nastąpić w odpowiedni sposób, na wszystkich płaszczyznach. Po drugie, bo to daje inspirację, wizję, która upiększa świat. Świat nie ma wystarczająco dużo pięknych rzeczy.. Czasami nawet jest taki strasznie przeciętny. A to go kształtuje, nadaje mu piękną formę, wyraziste kształty, wyostrza obraz. To jest coś, co popycha do przodu... wszystko. Potężne narzędzie, które tworzy obraz, który dalej daje inspirację do jeszcze lepszego i dokładniejszego jego wykorzystania. Bo życie to ruch i zmiana. I tylko od nas zależy, co będziemy zmieniać i jak.

Niektóre zmiany bolą. Ale ból zmiany jest naturalny, podczas, gdy ból długotrwałej stagnacji zabija. Życie to ruch, wzloty, upadki, i ciągłe dążenie. Czasami warto jest się zatrzymać, ale z własnej woli i samemu wrócić do tego cyklu. Ale jeżeli zatrzymuje cię zewnętrze, to miotasz się niczym zwierzę w klatce. Nie chcę patrzyć jak życie płynie. Obserwacja to preludium po którym musi nastąpić właściwy utwór. Aby potem mogła nastąpić refleksja, a potem znów obserwacja... I wracamy do początku. Zmiana i kształtowanie. Koniec i początek.

Zbliża się nów. I nie tylko nów Księżyca czy Roku. Nów wielu rzeczy, które czekają zmiany. Zapadają coraz większe ciemności. Ale ciemności są dobre, bo w ciemnościach widzisz najdrobniejsze światełka, które inaczej giną w potoku światła. Wtedy można wybrać, którą drogą się podąży. Wtedy właśnie zaczyna się widzieć cel... a przynajmniej jego kierunek. No i odpowiedzi na dlaczego. Jest ich tyle, że nie mogę ich tu wszystkich ująć. Czasami niektórych jeszcze do końca nie rozumiem. Ale to się zmieni... Koło musi się toczyć, coraz dalej i dalej.

Im głębsze ciemności tym więcej światełek.

Entry dated Thursday, September 30, 2004, 08:18 p.m. : Northern Wind
I can feel it. Raven Winged dances in a soothing dance, slowly... Sometimes taken high with the wind of painful melancholy, sometimes slowly drifting among white clouds of peace and weariness. Changes. Things change.. Rain changes to stars and stars to rain, leading me somewhere into the myst. Will I find the way? I will... I always have and I always will. The mirror chamber shows once again its new secrets. Northern wind will blow...

Entry dated Thursday, September 23, 2004, 02:55 p.m. : Dar Persefony
Wiatr delikatnie tańczy za oknami, porywając zżółkłe liście z drzew, aby zatańczyć z nimi pod niebiosa, a potem na powrót ofiarować je ziemi. Jeszcze czuć echa Przejścia, które dokonało się wczoraj. Korona Pani Kwiatów opadła, aby zastąpił ją Diadem Nocy i Lodu. Persefona przyniosła ze sobą swoje dary, a w tym i dar dla mnie... Lustro, by umieć patrzeć. Pewne rzeczy stały się wyrazistsze niż kiedykolwiek, myśli zrozumialsze, dźwięki wyraźniejsze. I ta pieśń... Pieśń, co brzmi we mnie, jak echo jakieś dalekiej i minionej przeszłości, wzbudza następną... Każdy dźwięk wywołuje następny i gdy go nie ma jest pustka, dzwoniąca cisza.

Spokój i melancholia wyznaczają dzisiaj moje spojrzenie, ale wciąż pieśń gra, powoli, delikatnie szarpiąc struny moich myśli... Co zagra dalej? Kto wie. Oby tylko nie było ciszy.

Entry dated Thursday, August 26, 2004, 08:52 p.m. : Gwiazdy jak płatki śniegu nocą
Ostatni czas, poza pracą, upłynął pod znakiem wyjazdu do Szklarskiej Poręby na zlot bywalców forum Czarostwa Belladonny. A ponieważ pisuję tam od czasu do czasu jak i miałam przemożną ochotę odpocząć chwilę od Warszawy, to zdecydowałam się wybrać. Zjazd trwał 3 dni, od piątku 20-go do poniedziałku 23-go, przy czym ja byłam tam w czasie środkowego weekendu. Wrażenia są pozytywne - gospodarze gościnni, przyjezdni mili, a góry... piękne jak zawsze. Jesień, która powoli się zbliża, tam nadchodzi już wielkimi krokami, czuć ją w ostrym wietrze i chłodnych nocach - Kora powoli przyjmuje ciemną koronę, aby stać się Persefoną. Gwiazdy w górach są takie ostre, takie wyraźne, niczym płatki śniegu zimową nocą. Gwiazdy i muzyka jest tym, co najbardziej zapamiętam z nocy, którą tam spędziłam.

Jako pamiątkę przywiozłam ametyst i cytryn w podarunku od organizatorki zlotu oraz bransoletkę z hematytów, jednego z moich zodiakalnych kamieni. Kupując go nie wiedziałam, iż jest zalecany przy anemii i ma on symbolikę krwi... A teraz pobłyskuje swym grafitowym blaskiem na bladej skórze mojego lewego nadgarstka. Chichot wampira we mnie jest cichy acz wyraźny :) Zresztą, ostatni dzień upłynął również pod znakiem kłów i narzędzi eksterminacji, a teraz tylko czekam na zdjęcia z Mrocznych Łowów, które odbyły się niedługo przed moim powrotem do Warszawy ku uciesze zgromadzonej gawiedzi.

Entry dated Friday, August 13, 2004, 11:18 a.m. : Przestrzeń
Czasami patrzę na ludzi i są oni tak daleko. Niektórzy drepczą po ziemi niczym mrówki, zajęci tysiącem drobniutkich spraw. Niektórzy dochowali się skrzydeł i, jak anioły, odlecieli w gwiazdy, daleko, w rzeczywistość, która nie istnieje. I tylko Kruczoskrzydła zawisła gdzieś pomiędzy, tańcząc swój taniec w chmurach, gdzie wyłącznie deszcz i wicher dotrzymują jej kroku... Uzależniająca przestrzeń, która niesie wolność i tęsknotę. Uzależniająca pustka, która dzieli mnie od otoczenia. Bez niej się duszę, a w niej inni gubią drogę. Świadomość swej natury jest słodko-gorzkim trunkiem, co miesza bunt z ukojeniem w wiecznie zmieniającej się mieszance. Najtrudniej jest bowiem nie zrozumieć, a żyć ze zrozumieniem.

Entry dated Tuesday, July 27, 2004, 10:09 p.m. : Manieryzm
Zrobiłam sobie spacer po polskich "mrocznych blogach", i pojawiła mi się w głowie jedna myśl... Czy poezja tak naprawdę umarła? Czy nikt nie potrafi napisać czegoś, co miałoby klimat samo w sobie, bez epatowania co chwilę taką nudą, takim... brakiem pomysłu? Poezja nie kryje się w powtarzaniu co wpis jak to bardzo życie jest do dupy i, och, jak bardzo się cierpi w kilku wyświechtanych frazesach. Po prostu wieje nudą. Gdzież są nasi polscy Tetmajerowie, Mickiewicze i Słowaccy? Czy polski romantyzm już nie wróci, zastąpiony pozą rodem z niemieckich klubów? Smutno się troche robi, patrząc na tą bylejakość, na powielane szablony i wciąż te same cliparty. A podobno Polska to kraj artystów... Czy ja w innej Polsce żyję?

Entry dated Saturday, July 17, 2004, 07:24 p.m. : Ocean of Tar
Since a few days I feel like I was walking in a dream. I'm tired and heavy, seemingly swimming in an endless ocean of tar. Death, of which I was writing before, stepped closer to my world than I would ever expect or desire it to, as one of my friends tried to buy this fake remedy for all pains. Her luck was she failed. Too bad I didn't manage to tell her the things I previously said here as right now I feel somehow like a bird of ill omen. Additionally, my work is merciless and I have to finish the project I started, not to mention my master thesis, I plan to start writing within two or three days. The air is sticky with all this work and with the smell of hot concrete. Tired.

Dark Moon... Make me fly again.

Entry dated Monday, July 12, 2004, 07:04 p.m. : Value
So common... Death. Sold on a marketplace like a piece of meat, like a cheap medicine from a passing vendor. Suicide. A modern therapy to all the problems of this world. So common... so plain. Death became a placebo for a broken mind, an amnesia-inducing drug. So plain. The Greatest Mystery sold for a few tears. So cheap.

Death is a companion of life, and some people feel it stronger. She is the very value of our lives, the dark veil that covers us with final peace. Nobody will escape. But as the death is measured with life, meaningless life brings meaningless death. I don't know what awaits us outside the veil but surely it is nothing like it used to be and I do not want to meet this Mystery without doing as much with this life I have as I can. If I were to die of my own hand or my own will I would have to be sure that it would help something worth it, something that would make my life valuable and complete, not throwing it away like a used rag. Till then, I will live on. I will, because life is all we have. And I will make my life beautiful no matter the pain it will cost.

Selling the worth of one's life for a mere penny of minute satisfaction is just cheap.

This entry is induced by some events that happened to people I barely know yet I was an indirect witness of the situation. It's not about me, as not to scare anybody.

Entry dated Sunday, June 27, 2004, 12:33 a.m. : Danse Macabre
Slowly dancing to the haunting sounds of Lacrimosa, I fade into the world of old chambers, nineteenth century paintings and opera houses. The world that today exists only in cold halls of museums, the quiet rustling of velvet and the dust covering books in old libraries. The world I miss with every dark tone I hear, with every silk I touch. And reality can be so real sometimes...

I found a crow's feather two days ago. I take it as a sign of luck - so shiny black, so smooth... Morrigan seems to be generous to me. The Ravenwinged One awoke and now she is bathing in this pale shadow of the half-full Moon. She dances her Danse Macabre to the howls of wailing trees and the old gramophone which seemed not to play anymore. This is the melody that has a special place in my heart, a dance with ghosts that accompanies me from long time ago.

Tick-tock, tick-tock... The sound of clock is loud in the night as it combines with the sounds of Lacuna Coil. My computer is finally fixed, although it cost me an arm and a leg, for I chose to upgrade it as well. Right now it is a P4 2.8G with a Radeon 9600Pro and a hell of a lot of coolers keeping it safe and sound... although that "sound" turns out to be quite loud. But at least it's a noise and not a high-pitched mechanical wailing the old one used to provide me with.

Ding... ding... The clock announces 2AM. The sounds of Tristania put me to sleep. Tomorrow will be a busy day. Tonight it is time for dreaming...

Tears falling from the sky
Words from a lullaby
Everything beautiful dies...

For now, we're hanging in
Though we are blessed with sin
You make my tired heart sing

Entry dated Tuesday, June 22, 2004, 08:47 p.m. : Flowers, candles and the midnight forest...
Some nights in the Wheel of the Year are special. The rivers are peaceful yet the shadows that lurks in their depths take the travellers in this wildest dance of flowers and flame. With the New Moon and the Night Returning the magic also returns to the land. I hope it will return to my life as well. The exam session is almost over and if nothing went wrong I will have finished my final semester. Right now only my Master Degree project awaits me, but before that, I hopefully will find some time to rest, and... earn some money.

Unfortunatelly I have a very good reason to need money. A few days ago my dearest Pentium4-2.4GHz retired to the Happy Hunting Grounds and I need to replace it with a new one, preferrably better as the cost is exactly the same. But, along with that, I need to change my motherboard as I also need to exchange my graphics card as I cannot proceed with my Master Degree project on my current piece of junk. Fortuna, be generous to me.

............

Noc Kupały (aczkolwiek troszkę przyspieszona) upłynęła na wyjeździe do Ostrowika, ogniach, wiankach i nocnym szumie lasu. Magia tego miejsca jest niezaprzeczalna i udzieliła się wszystkim uczestniczkom tego spotkania. Aczkolwiek było chłodno i czasami straszyło deszczem, było bardzo urokliwie, szczególnie nad rzeką, gdzie przy blasku świec wiłyśmy wianki, i zgodnie z naszym starym słowiańskim zwyczajem rzucałyśmy je na wodę. Potem pochód ze świecami przez las i przez wieś był również niesamowity. Brakowało mi jedynie powłóczystych sukni i wrażenie rodem z ballad Mickiewicza byłoby kompletne.

Dało mi to całkiem sporo natchnienia i zapewne zużyłabym je pisząc kolejne artykuły na Rozstaje, gdyby nie powód opisany powyżej, mój procesor zdecydował się opuścić ten padół łez i odszedł na wieczną wachtę. Jutro, po dwóch już bezskutecznych wizytach w hurtowni, mam nadzieję dopełnić w końcu regonowo-nipowych formalności i zakupić w końcu nowe wnętrzności, które, również mam nadzieję, będą już odporniejsze na przeciwności losu. I na pewno będą posiadały atut zwany gwarancją, co bywa największym plusem wszelkiego drogiego sprzętu.

Entry dated Tuesday, June 15, 2004, 04:38 p.m. : Turmoil
The wind howls wildly outside, taking the trees into a restless dance. She hears it and there is no way I can keep her sleeping. The Ravenwinged One awakens, yearning to fly. Her wings crave the silver-grey sky, and yet they won't move. The tight cage of reality just won't budge. After all, flowers do not scream... They just wither in silence.

I cannot find the way to my forest of shadows, I feel lost between two worlds. The Dark Moon comes near and I hear its call. Alas, I cannot answer. This time, I have to stay here, in the world of ticking clocks and tight schedules. The magic is no more. But, maybe, for just a moment, I will be able to fly. For if there is no magic, there is no me.

Entry dated Tuesday, June 8, 2004, 03:26 p.m. : A Rose By Any Other Name
The problem of names and classification has been bothering me for some time. Especially when I go deeper into the subject of music genres and the definition of the word "gothic" in this context. Those educated in modern music history know that the subculture commonly known as "goth" emerged from the post-punk scene and that the music its members listened to ("Bauhaus", "Sisters of Mercy", "The Cure") was also labeled "gothic". However, few people take into consideration why exactly it was called this way and how the bands labeled "gothic" called themselves and what implications it has for the modern music labels.

The term "gothic subculture" (or simply "goth") was cooked up by the press, who took it from the term "gothic novel", referring to works of the Romanticism epoch (like "Dracula" or "Frankenstein") and precisely associated with the mood omnipresent in them - mysticism, desolation, despair. The bands actually often opposed being called "goth" because it would narrow them down to a part of a subculture which they didn't feel part of. Right now, the traditional goth subculture doesn't exist anymore, and the "night folk" that exists today are much more diverse in style and interests.

What, then, with the label "goth"? Personally, I think, as the word derived from "gothic", it belongs to all people who fit the "gothic" scheme (dark, brooding, mystical, artistic). After all, "gothic" is a name for a certain mood, feeling, style. We can have "gothic literature", "gothic movies", "gothic poetry", "gothic fashion", etc. I definitely don't agree that "gothic music" equals "music that derived from the post-punk scene". It annoys me that on "gothic parties" DJs are more entitled to play some synthpop (which sounds more like techno) than gothic metal, just because synthpop is "closer to traditional goth music in matters of genre history". It's like saying that a pork hamburger is closer to a pig than to a chickenburger, for Vlad Tepes's sake!

My final point is that we can use the "goth" term to either describe the post-punk subculture from the eighties, or the whole modern scene that fits the meaning of the word "gothic". Either-or, I say.

On a side note, sometimes I'm wondering if I should call myself a "goth". Judging from my usual looks, taste in music and movies, I surely would fit the name. However, I rarely call myself that, because, as much as I am gothic, I am not only gothic - there's much more to me, I have various other tastes and my own, unique combination of them. And I think people who decide to apply this label to themselves should be careful of not being caught in the trap of becoming "a truuh gothhh" just for its own sake.

............

Other news are the release of the latest CD by Nightwish called "Once". I've listened to it already and my feelings are a bit mixed. It has some very nice songs, even going slightly into the folk/darkwave style, a bit "Dead Can Dance" style - like "Creek Mary's Blood" or "The Siren". But some of them stink of totally unclimatic upbeat ("I Wish I Had An Angel"), not really fitting the previous style of the band. Generally it's a fine album, but I must say that not their best. And I wish that Tarja returned to her more Opera-like performances from Nightwish's first albums. They were much more interesting.

Entry dated Sunday, May 30, 2004, 12:56 p.m. : To goth or not to goth?
Byłam w piątek na Gothotece w klubie Le Madame. W sumie nawet się fajnie bawiłam, gdyby nie następujące "drobiazgi", na które czuję się zobowiązana publicznie ponarzekać.

  1. Za mało "gotho" a za dużo "teki" niestety. Ja rozumiem, że nie każda impreza to "Elizjum" i zróżnicowane kawałki od coldwave do gothmetalu, ale DJe na tej konkretnej imprezie zdecydowanie się nie popisali. Bardziej gotyckie kawałki leciały na samym początku, zanim impreza zdążyła się rozkręcić (a rozkręcała się naprawdę długo), i na samym końcu, kiedy zdążyłam już sobie pójść. Tak to leciało elektro - na początku nawet całkiem niezłe, ale z czasem coraz gorsze, aż zeszło do jakiegoś badziewnego techno-trance'u, który z czymkolwiek "goth" miał tyle wspólnego, ile zresztą reszta uczestników tej imprezy, o czym w punkcie następnym...
  2. Klientela zdecydowanie zbyt "trendy". Oprócz rozmaitego stylu czerni było bardzo dużo tzw. "stałych bywalców imprez", którzy na klimat imprezy zwracali zero uwagi i tylko przyszli się pobujać do owego trance'u, który był najwyraźniej dla nich specjalnie układany. W pewnym momencie takich ludków odzianych w wyjątkowo krzykliwy lub też majtkowo-blady błękit, zieleń, róż i inne tego typu barwy i wzory (koszulka z "Modern Talking" była dla mnie mocnym przeżyciem) było na tyle dużo, iż czułam się jak w teatrze osobliwości, jako eksponat, rzecz jasna. Ostateczną załamką był natomiast moment, jak jakieś różowe laski zaczęły wprost do mnie komentować moje ubranie. Cóż, są ludzie i są taborety, ale idąc na taką imprez spodziewałam się pewnej preselekcji. Jakbym chciała wzbudzić taką furorę, to zrobiłabym to specjalnie, i poszłabym do "Stodoły" czy "Lokomotywy".
Tak czy owak, był to nawet przyjemnie spędzony piątkowy wieczór, ale bardziej narobił mi smaku na taką prawdziwie stylową imprezę aniżeli zaspokoił mój apetyt. Jeżeli ktoś mógłby mi polecić jakąś taką polecić, to byłabym bardzo zobowiązana. A poza tym... Morven, przywróć nam Elizjum ;)

Entry dated Sunday, May 23, 2004, 12:32 p.m. : Free Press
The advantages of democracy and the free press are obvious. They allow us reach the information as soon as it happens, from many sources and approaches. And today, I've read a newsline on the biggest Polish newsportal... "President Bush has been lightly wounded". Although I hardly care about this particular president's well-being, just enough to not hope him dead, and that's all - I began wondering. Has there been some terrorist attack? An assassination attempt? An accident? No. President Bush fell off his bike. Geez, the next time they're going to announce it far and wide that he got a papercut! Or that he bit his tongue! Or maybe that his dog died? Oops, sorry, that one has been on the news already.

All right, I understand free press, I understand trivia - but this particular one was placed in the "Hot News" section! I mean... come on, it's less than a waste of screen space!

Entry dated Friday, May 21, 2004, 02:50 p.m. : Insight
Sometimes school actually contributes in creating works of art in other way than providing time on boring lectures. On one of my classes we were to create a piece of art entitled Nontrivially About The Trivial. I chose "The Eye" as my subject, and, voila:


Unintentionally, the picture is also a tribute to one of my most favourite colours (except silver and black of course) - violet and blue. The basis to this collage was a plain black-and-white photo. I've uploaded the full version of this art to my DeviantArt account.

............

Pracuję nad nowymi artykułami na Rozstaje, chciałabym uruchomić dział Magia w tym tygodniu i mam nadzieję, że nie okaże się to przysłowiowym marzeniem ściętej głowy. Chciałabym już doprowadzić tę stronę do jakiegoś przywoitego stanu ilości informacji, aby móc rozprowadzić linki do niej i trochę odpuścić na rzecz Silverionu, mego magicznego zamku. Wciąż nie jestem zdecydowana, czy pierwszą wersję postawić w języku polskim czy angielskim. Z jednej strony angielski jest bardziej międzynarodowy, ale z drugiej strony część Polaków nie zna angielskiego na takim poziomie, na którym ja chciałabym napisać artykuły. Muszę jeszcze to przemyśleć.

Entry dated Thursday, May 20, 2004, 09:27 p.m. : New Awakenings
This site was on hiatus for a long time, courtesy of my writer's block and school alike. But, when winter came, fresh ideas flourished in my mind and I started to make them real. I came up with a completely new site, Crossroads (right now completely in Polish as Rozstaje), dedicated to my life philosophy. Along with that, I opened a DeviantArt account to present a few of my recent drawings, before I manage to open a full gallery of my works on Silverion.

Silverion, on the other hand, is still under heavy construction, but I plan to open its first gates within a month or so, together with a new version of this journal. Of the old projects, I've already prepared a new design for Anime-Romance.com but I still didn't upload it. I plan to capture an old, sentimental feeling of this domain and thus the new version will be the tribute to reminiscences of my youth fantasies. I hope I manage to recapture the magic of those days.

Celesto, dzięki za nieumyślne zmotywowanie mnie do w końcu wzięcia się za ten dziennik ;) Nie ma jak doping z zewnątrz.

Entry dated Friday, July 25, 2003, 01:56 p.m. : Balance
Nature was kind to me. It gave me artistic and intelligent mind - power to create, my mana, my magic. However, it played a cruel joke on me taking health in return, and thus, strength to use it.

Alas, illness interrupted all my plans and I have to stop working on all my projects till I get better. Still, each misfortune has its good side and this one had its own one too. As I laid sick, I had a lot of time to think and a lot of new ideas appeared in my head. Right now, everything is over, but still I have to rest and I won't be able to actively work in some time. But, then, I hope to rearrange the structure of all my sites, to create a logical network of all my creations.

To all people who left their signatures here... Thank you for your kind words. I hope you will enjoy my new ideas even more.

Entry dated Sunday, June 8, 2003, 04:23 p.m. : Enchanted
I haven't written for quite some time, indeed. My school, part-time job and avoiding the summer heat make me really busy. And even when I have some free time, I'm too tired to do anything. But, each bad thing has its good side. I found some time to read and... I fell in love with Raistlin of the "Dragonlance" series. I've read the "Dragonlance Chronicles" trilogy and I yearn for more. Right now I'm looking for "Dragonlance Legends" trilogy and "Raistlin's Chronicles" duology. Well, I always preferred mages to paladins.

Entry dated Thursday, May 1, 2003, 02:06 p.m. : Dark Moon Rising
On the day of Beltaine the shroud between this world and Hecate's realm was thinner this time and it could be noticed. Gentle wind and clouds made this day more peaceful and mysterious than usually. I do hope it stays that way, as I don't like this aggressive sunny happiness that usually floods the world this season. Today I plan to take a walk in some nice spooky places, preferrably by night, it makes me feel like in a dark fairy-tale... Too bad I do not have any gardens nearby and parks are unfortunately haunted by... nah, not by any nice scary ghosts or something, but by our local drunks and hooligans. How plain. But I will try to find something nice.

I've read today my friends' blogs, including Nishi's. Her ponderings about her work reminded me of my eternal problems of dedicating myself to one area or work satisfaction. I study multimedia at a computer science school, but I do not plan to spend my life making graphics or generally multimedia for things I do not care about. I design such things to get money but to have inspiration to work I need also to work on my own projects, on things I'm putting my soul into. And, maybe, one day I'll be able to get money directly from this hobby, when my art will be professional enough to start selling it. Also, I have my own story ideas, I want to write and illustrate them. I would like to hope to see them on a big screen someday... But I do realise it's impossible to achieve without making these boring projects now and listening to complaining of customers without any taste because I simply need money as I do not enjoy being a poor artist type. However... it's still boring and sometimes it makes me so sick I want to run away. And the conflict between the artist and the pragmatist goes on and doesn't seem to end anytime soon.

Nishi, I understand your problem. I had similar doubts some time ago, until I understood that no job can be truly satisfying unless it's a hobby and unless you don't feel any pressure when doing it. That's why I wish you achieving the best balance you can.

And, the final thing this time, my sites. Finally I found some more time I plan spending on, among others, working on Silverion and Anime-Romance. I'll write here more when I finally turn my plans into some real action.

The old entries has been archived.


Behold the Lady of Silverion...

Name  »   Ailinon Silverionnae
Meaning  »   Water Lily (in Quenya)
Born  »  8 January 1981
Sign  »  Capricorn
Path  »  Neopagan Witch
Style  »  Gothic / Romantic
Country  »  Poland
E-mail  »  ailinon@silverion.org

Creations

  • » Silverion
    • » Grimoire [this place]
    • » Crossroads [Polish only!]
    • » I, Magus [under construction]
  • » Anime-Romance.com [update soon]
    • » Memory [soon]
    • » Ai no Yūgi [temporarily down]
    • » Ken no Kokoro [temporarily down]
    • » Well of Wishes [temporarily down]
  • » Deviations

Desktop


1024x768, Arwen Undomiel

Glimpses of the Past



Disclaimer :: All the site's graphics belong to Ailinon and using them elsewhere is strictly forbidden. Weblog scripts are thanks to the courtesy of Pitas.com.